Poważnie

Małym motocyklem bez prawa jazdy kategorii A?

Tytuł może być trochę mylący bo oczywiście nie chodzi tutaj o jazdę bez jakichkolwiek dokumentów ale o najnowszą nowelizację ustawy o kierujących pojazdami. Daje ona większe uprawnienia posiadaczom prawa jazdy kategorii B co już wywołało nie lada burzę w internecie, szczególnie różnej maści pesymistów i „specjalistów”.

O co cały raban?
Nie dawno Sejm uchwalił poprawki Senatu do nowelizacji ustawy o kierujących pojazdami. Ciekawą zmianą, która została wprowadzona to możliwość aby osoby posiadające od co najmniej trzech lat prawo jazdy kategorii B mogły jeździć motocyklami o pojemności do 125 centymetrów sześciennych i mocy maksymalnej do 11 kW (15KM).

Już podczas dyskusji nad tym pomysłem pojawiały się w mediach straszne tytuły w rodzaju „trup będzie się ścielił gęsto”, a na autorów tego pomysłu wylewano pomyje i straszono, że przyniesie to straszne konsekwencje w postaci drastycznego wzrostu ilości wypadków i poszkodowanych. Po głębszym zastanowieniu należałoby jednak zadać sobie pytanie czy aby na pewno? Czy aby nie jest to jedynie medialna nagonka mająca na celu zastraszenie ludzi i „nabicie” czytelników.

Czy jest to nowy pomysł?
Absolutnie nie. Czechy, Niemcy czy choćby Francja także umożliwiają taką jazdę i jakoś nie słyszy się o strasznych wypadkach z udziałem motocyklistów bez prawa jazdy. Dlaczego wiec nie miało by się to nie sprawdzić w Polsce?

Pies ogrodnika, komunistyczna mentalność i trochę faktów
Ostatnio zastanawiałem się kto może na tym stracić i tak naprawdę oprócz ośrodków szkolenia kierowców  nie widzę grup czy grupy która może ucierpieć po wprowadzeniu takiego prawa.

Warto też poruszyć parę spraw:

– rowerzyści – co potrzebuje rowerzysta aby być pełnoprawnym uczestnikiem ruchu? Nic i to dosłownie (no może oprócz roweru). Wystarczy wsiąść na rower i wyjechać na ulicę aby stać się kierowcą. Nie potrzebujemy tu żadnych egzaminów, nikt nie idzie uczyć się jeździć na rowerze w ośrodku szkolenia, a także (o zgrozo) nie zdaje żadnych egzaminów z zakresu ruchu drogowego. Dla Ciebie znak „ustąp pierwszeństwa” może być jedynie „żółtym trójkątem”, a i tak możesz jeździć rowerem po każdym skrzyżowaniu. Osoba, która ma prawo jazdy kategorii B musiała w tym celu odbyć kurs, zdać państwowy egzamin teoretyczny i praktyczny, a także aby móc jeździć motocyklem odczekać 3 lata, a więc nabrać wprawy (o ile jeździ) w realnych sytuacjach. Kto jest w takiej sytuacji bardziej niebezpieczny, rowerzysta czy osoba na lekkim motocyklu?

– motocykl motocyklowi nierówny – 125-tka to nie półtoralitrowy ścigacz. Jest wiele osób które potrzebują motocykla jedynie do krótkich dojazdów do pracy, weekendowych przejażdżek czy jazdy po wsi. Dla wielu z tych osób skuter może być za słaby ze względu choćby na wagę osoby, a mały motocykl byłby idealny. Do tej pory musieli robić pełny kurs nawet jeśli chcieli kupić właśnie tą 125-tke. Osobiście bedąc na kursie miałem okazje jeździć na 250-tce i tutaj już mimo niewielkiej wagi czułem momentami niedobór mocy. Każdy kto siadł na takiej 125-tce i na 500-tce wie, że różnica jest tutaj kolosalna. Dodatkowo wiele osób które nie wie czy motocykl to jest to spróbuje od 125-tki, a jak im się spodoba po jakimś czasie pójdą na kurs już z umiejętnością jazdy co znacznie skróci potrzebę nauki prostych rzeczy, a np zwiększy ilość jazd po mieście, a w konsekwencji zwiększy procent osób zdających za pierwszym razem. Skoro skuterem można jeździć „na dowód” i jakoś nie potrzeba do tego kursów to dlaczego nie podwyższyć tego limitu?

– wiedza, a wiedza – także argument wiedzy uzyskanej na kursie można łatwo obalić. Dlaczego? Ja robiąc wiele lat temu kurs na kategorię B usłyszałem od mojego instruktora takie zdanie – ja nie nauczę Cię jeździć, tego nauczysz się sam po latach w praktyce, ja nauczę Cię jak zdać egzamin. I taka jest prawda choć wiele osób udaje, że tego nie widzi. Przepisy można wykuć, można je nawet rozumieć (co jest znacznie bardziej wskazane) ale jazdy nie da się wykuć, szczególnie jeśli na kursach jest jej tak niewiele. Znam osoby które po paru latach prowadzenia dalej czują się za kółkiem niepewnie, znam też takie co prawo jazdy schowały do szafy, a gdyby dać im samochód nie wiedziały by jak go odpalić. To nie kursy dają realną wiedzę i umiejętności w prowadzeniu pojazdów, a praktyka. Taka osoba codziennie dojeżdżająca do pracy małym motocyklem może mieć większą wiedzę i umiejętności niż osoba po ukończeniu kursu i zdaniu egzaminu na kategorię A.

– traktowanie ludzi jak ćwierćinteligentów – wiele osób uważa, że teraz to każdy kupi sobie motocykl i będzie szalał od świateł do świateł bo może. Ale ja mam do nich pytanie, czy gdyby dostali możliwość jeżdżenia tirem, a nawet latania samolotem to w pierwszy dzień po uzyskaniu takiego prawa polecieliby na lotnisko wsiedli za stery samolotu i zaczęli szaleć „bo mi można”. Ja myślę, że każda inteligentna i dojrzała osoba kiedy dostanie możliwość jazdy motocyklem i będzie chciała nim jeździć pierwsze co zrobi to się tego nauczy choćby dla własnego bezpieczeństwa. Czy to od doświadczonych kolegów, rodziny czy w końcu sama. Motocykl to nie statek kosmiczny – nie wymaga lat nauki aby poznać jego podstawową obsługę. Jeśli ktoś myśli to będzie myślał także na motocyklu, jeśli nie, to żadne zakazy i uprawnienia tego nie zmienią. Kto jeździł bez prawa jazdy i tak będzie bez niego jeździł. Tutaj chodzi o mentalność. Ja pamiętam moją naukę jazdy na motocyklu. Brat miał wtedy na wsi dwie sztuki, mniejszy i większy. Parę razy przewiózł mnie większym i stwierdziłem, że z chęcią bym się nauczył. Przyjechałem do niego tydzień później i przez weekend wiedziałem już o co chodzi. Później szlifowałem swoje umiejętności na wiejskich i leśnych bezdrożach. Wiele lat później wybrałem się na kurs i mimo upływu lat potrafiłem praktycznie „od kopa” wykonać bez przeszkód każdy z wymaganych na egzamin manewrów. Ktoś by powiedział – jak to tak? bez kursu? – ano bez kursu, który uczy jak zdać egzamin, za to z paroma latami zbierania doświadczenia w realnej jeździe.

– w Polsce trzeba mieć pozwolenie na wszystko – myślę, że komuna bardzo nas skrzywdziła, a dokładniej mówiąc skrzywiła. Aktualnie praktycznie na wszystko trzeba mieć papier. A to pozwolenie, a to certyfikat, zezwolenie, uprawnienie, zaświadczenie. Państwo przyzwyczaiło ludzi do nadopiekuńczości i wszelkich zakazów i teraz (co dziwne) kiedy próbuje się prawo racjonalizować odzywa się krzyk sprzeciwu społecznego mimo, że zmiany idą w dobrym kierunku.

– zmniejszenie się tłoku na drogach – wiele osób na pewno wykorzysta motocykl jako środek transportu do pracy, małe zakupy, zajęcia co przełoży się na choćby częściowe odkorkowanie miast. Sami nowi motocykliści pewnie szybko zauważą, że mogą po mieście poruszać się szybciej bo nie trzeba stać w korku. Także osoby, które przesiądą się na motocykl zrozumieją tych członków ruchu lepiej i następnym razem w aucie ustawią się w korku tak, aby Ci którzy jadą motocyklem mogli bez przeszkód przejechać. Wpłynie to także pozytywnie na naszą kulturę na drodze bo więcej osób będzie się nawzajem rozumieć. Jest szansa, że kierowcy zaczną mieć więcej wyobraźnie na drodze i staną się bardziej wyrozumiali dla innych uczestników ruchu z tego powodu, że sami będą mogli spojrzeć na różne sytuacje z dwóch stron. Często słyszy się głosy „dlaczego on motocyklem ma przejechać, a ja w aucie mam stać w korku, niech też stoi”. Takie podejście psa ogrodnika świadczy o bardzo niskiej kulturze osobistej, a także bardzo wąskim myśleniu takiej osoby. Może dzięki upowszechnieniu się małych motocykli trochę się to zmieni.

– możliwość ciekawego spędzenia czasu/hobby – część osób które zaczną jeździć na motocyklu wciągnie się bardziej i oprócz tego, że będzie chciało zrobić prawo jazdy kategorii A zacznie wyjeżdżać za miasto, jakieś małe przejażdżki, organizować się w kluby czy traktować motocykl jako swoje hobby. Dzięki temu odciągnie się ludzi od telewizji, komputerów ale także zwiększy zadowolenie w społeczeństwie i da ludziom okazję do rozwoju choćby poprzez prace przy swoim sprzęcie. Wiele osób wybierze dzięki temu taką aktywną formę spędzenia urlopu np. na przejeździe po Polsce czy na jakiś zlot. Myślę, że jest to bardzo fajna sprawa.

motorcycle
Sposób na ciekawy weekend

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *